Tak, zabili mnie w szkolnej bibliotece, ale po kolei. Więc byłam na matmie, w mojej klasie, gdzie też panował straszny szum i gwar. No to ja sobie pomyślałam, że sobie zacznę śpiewać, bo i tak nikt nie zwróci uwagi. Ale było na odwrót. Usłyszeli wszyscy, a w klasie zapadła cisza. Potem była przerwa i poszłam do biblioteki. Na korytarzu biegło 2 bliźniaki, powiedziałam do koleżanki coś w stylu: " O, widzę podwójnie ". Po czym na korytarzu pojawił się kolejny brat tych bliźniaków, w rezultacie okazało się, że są to trojaczki. Zadzwonił dzwonek i jakaś nauczycielka powiedziała mi, żebym weszła do biblioteki, bo na mnie czeka ktoś. No ta ja wchodzę, a tam nikogo nie ma. Nagle ktoś się na mnie rzuca, jakiś facet. Tylko, że gość wyglądał jak z jakiejś gry, strzelanki, jakby go wycięli z ekranu. A ja byłam sobą ( to niesprawiedliwe, mogłam być przecież Larą Croft, skoro On był gościem z gier :D, ;) ) . Kopnęłam go w miejsce, gdzie najbardziej go zabolało. Za co on wziął mnie za nogi i uderzył mną o kant ( moją głową ) stolika. No i umarłam. Wyszłam sobie z mojego ciała. Przeszłam przez drzwi, a tu jakaś pani mi mówi, że mnie widzi i że musiałam umrzeć, żeby przynieść jej naszyjnik z biblioteki. Jak jej go dałam, to mnie przeprosiła, że musiałam umrzeć, dziwne...
|
|